|
Wydarzyło się 17 września 1939
r.. Niewielu jednak miało świadomość że w granicach Polski zjawią się nowi,
okrutni okupanci. Tutejsi ludzie znali na ogół język rosyjskie chętnie słuchano
Moskwy. Radio sowieckie głosiło, że uciemiężonej Polsce należy jak najrychlej
pomóc. Na pomoc tę wielu oczekiwało. Najbardziej entuzjastycznie do bolszewików
ustosunkowani byli Żydzi. W prowadzonych rozmowach zapowiadali: „Wy teraz
zobaczycie, co to dobrobyt i jak naprawdę wygląda wolność. Teraz zacznie się
nasz czas. Z perspektywy lat nieświadomość tych ludzi budzi już tylko
politowanie. Wielu mieszkańców wyszło tego niedzielnego dnia na ulicę, by
stwierdzić, co u Ruskich zmieniło się od czasów carskich. Rozmawiano z
żołnierzami, częstując ich tytoniem. Tamci pożywienia przyjmować nie chcieli,
chociaż w ich oczach czaiło się pożądanie, zwłaszcza na widok pszennego chleba i
słoniny. Dziwna to była armia. W brezentowych butach, z karabinami na konopnych
sznurkach, w postrzępionych szynelach. Mój dziadek skwitował swe wrażenie
trafnie:
— Cóż pewnego można o nich powiedzieć — chyba tylko to, że jest ich bardzo dużo.
Miasteczko zaroiło się tysiącami żołnierzy, którym zapewne pierwszego dnia
zakazano wchodzenia do domów. Siedzieli pod płotami, spacerowali po rynku. Jedli
śledzie, często bez chleba. A następne kolumny ciągnęły ze wschodu nieprzerwanym
pochodem. Nie było słychać ani strzałów, ani żołnierskich pieśni, ani wiwatów
radości.
Cały rozdział do pobrania -
plik pdf - 94,5 KB
>>
|