30 Styczeń 2023 18:43
Nawigacja
Artykuły » PUBLIKACJE PRASOWE » Tygodnik Zamojski z 1980 r. DZIEŃ JAKICH WIELE
Tygodnik Zamojski z 1980 r. DZIEŃ JAKICH WIELE

 


Dzień jakich wiele

Środa jest tzw. dniem profilaktyki. Normalnie doktor Boczkowska wsiada w służbowy samochód i jedzie od wsi do wsi, odwiedzając kobiety, które dopiero co wróciły ze szpitala z nowo narodzonym, najczęściej którymś z kolei dzieckiem; zniedołężniałych chorych którym choroba na wizyty w odległym ośrodku zdrowia nie pozwala i rekonwalescentów, powoli do zdrowia wracających. Dzisiaj samochód służbowy jest w remoncie i doktor Boczkowska sama siada za kierownicą własnego Fiata, zabierając ze sobą pielęgniarką. Właśnie urodziło się dwóch nowych pacjentów, w domach są od kilku dni i chociaż w obu przypadkach nie są to pierwsze dzieci, wizyta lekarska jest bezwzględnie potrzebna.
Jedzie więc doktor Boczkowska jak rajdowy kierowca po kocich łbach i wertepach, omijając z wprawą wszystkie dziury w nierównej drodze.
— Droga się pani nie podoba? Kilka lat temu nie było żadnej, a dzieci się rodziły i ludzie chorowali. Nie jest tak źle.
Do pierwszego malucha wchodzimy przez zagraconą sień, odgarniając z drzwi brudną, podartą szmatę, zasłaniającą wejście. W kuchni na centralnym miejscu króluje duża lodówka „Mińsk", w pokoju telewizor. Wszędzie półmrok, okna pozasłaniane i szczelnie pozamykane, chociaż na dworze upał. Zaduch, dominują przedostające się z kuchni zapachy gotującego się obiadu.
Pielęgniarka Ela wyłuskuje niemowlaka z koca, ciepłej czapki i sweterka. Na całej skórze chudziutkiego, wątłego chłopczyka widoczne potówki, pod bródką i w pachwinach odparzenia. Doktor Boczkowska, badając dziecko, denerwuje się,
- Ech Przecież to pani trzecie dziecko, czy ciągle trzeba powtarzać to samo? Dziecku potrzebne jest słońce, jak najwięcej słońca i powietrza! Poza tym tyle razy tłumaczyłam, ze nie wolno dziecka przegrzewać. Po co te swetry, ta czapka?
Wychodzimy. Wszystkie trzy oddychamy z ulgą świeżym powietrzem.
Przez podwórko, opierając się o kosturek, idzie z trudem stara pochylona kobieta. Widząc biały lekarski i niebieski pielęgniarski lartuch, zatrzymuje się.
— Pani. jest może doktorem? .
Potakująca odpowiedź, wyzwala lawinę - skarg na rozliczne dolegliwości. Doktor Boczkowska bezceremonialnie przerywa.
— Jak to możliwe, przy tylu chorobach, że ja pani nie znam?
— A bo ja, pani doktór, zawsze mocna byłam, 78 lat przeżyłam i po doktorach nie chodziłam. Teraz tylko ze wszystkim chodzić nie mogę. Nogi bolą — wyjaśnia.
Po ustaleniu danych personalnych doktor pochyla się do chorych, brudnych, spuchniętych nóg niespodziewanej pacjentki. Każdy dotyk wywołuje syknięcie.
— Idziemy — zapada decyzja — muszę panią zbadać.
Wracamy z powrotem do chałupy, której właścicielka wyraża zgodę na zbadanie sąsiadki.
— Nie powinna pani tak ciężko pracować, trzeba się trochę oszczędzać.
— Przecież ja nic nie robię — broni się staruszka. — Ja tylko tyle, że obiad ugotuję i do obrządku wyjdę. Niech mi pani doktór jakie lekarstwo przepisze, żeby ja chodzić mogła.
— Lekarstwo przepiszę, ale dwudziestu lat pani nie odejmę. Niech dzieci więcej pracują, pani już czas odpocząć — mówi bez przekonania doktor, nie mając wątpliwości, że nikt tych postulatów nie uwzględni i babcia nadal będzie pracować jak koń.
Odwiedzamy jeszcze jednego pacjenta z niewydolnością krążenia. Inna wieś i obejście inne — schludne, dostatnie, w domu porządek. 76-letni gospodarz z trudem ciąga nogi, ale młodsza o 11 lat. energiczna żona uwija się jak w ukropie, żeby ze wszystkim zdążyć na czas. Widać, że wszystkie wskazówki lekarza są skrupulatnie przestrzegane. Nikt starego do roboty nie goni. poleży sobie, połazi trochę po słoneczku, posiedzi przed domem i popatrzy jak się syn z synową budują.
Następna wieś i znów zaduch, bałagan, lekarska wizyta ściąga do kuchni całą rodzinę. Sądząc po ' nagromadzonych, sprzętach życie czteropokoleniowej rodziny koncentruje się właśnie tu. Młoda matka ubrana w sweter i grubą wełnianą kamizelkę wyciąga z wózka zapoconego, niespokojnie śpiącego dwutygodniowego chłopczyka.
Powtarza więc doktór Boczkowska to samo sakramentalne pytanie: — -Dlaczego tu tak duszno, dlaczego pani nie otworzy okna? Badaniu asystują starszy 4-letni braciszek niemowlaka, też oczywiście w kilku warstwach ubrania, w grubym swetrze i w grube] wełnianej czapie na głowie. Na dworze 25 stopni w cieniu, w mieszkaniu nie ma czym oddychać.
— A bo on trochę pokasłuje — tumaczy się matka.
— Dała mu pani czego na ten kaszel — doktor zadaje pytanie i nie czekając, sama sobie odpowiada — pewnie antybiotyk. Okazuje się, te przewidywania były słuszne. Mały dostał od przezornej matki erytromycynę, kupioną w aptece w Wojsławicach bez recepty.
Doktor Regina Boczkowska leczy mieszkańców gminy od 30 lat. Kiedy zaczynała, ośrodek zdrowia mieścił się w niewielkiej chałupinie. Dzisiaj, dzięki społecznemu zaangażowaniu mieszkańców gminy, ośrodek mieści się w jasnym obszernym budynku, otoczony drzewami, , przystrzyżonymi starannie żywopłotami, obsadzony kwiatami. Jego uroda i funkcjonalność nie są, niestety, w stanie zastąpić opieki lekarskie j, a ta z różnych przyczyn nie może nikogo w pełni satysfakcjonować. Jeden lekarz na 6,3 tys. potencjalnych pacjentów nie jest w stanie nawet przy najlepszych chęciach otoczyć pełną opieką wszystkich potrzebujących.
— Dopóki nie przyjdzie pediatra i ginekolog, nie ma mowy o zaspokojeniu zdrowotnych potrzeb mieszkańców gminy. Doba ma tylko 24 godziny.
Jeżeli od tych 24 godzin odejmiemy te dni, które doktor Boczkowska — obecnie jako przewodnicząca Wojewódzkiej Komisji Zdrowia, a wcześniej jako wiceprzewodnicząca WRN — spędza na różnych, niewątpliwie ważnych i potrzebnych naradach, trudno się dziwić utyskiwaniom pacjentów.
W ośrodku czekają dwa piękne, dwu i trzypokojowe, mieszkania. Mieszkańcy Grabowca nadziwić się nie mogą, że przy obecnym głodzie mieszkaniowym nikt się nie chce na nie skusić.
— Przecież Grabowiec to nie taka zwyczajna wieś —mówią świadomi swej 700-letniej przeszłości. — A i do Zamościa niedaleko I ludzie nie najgorsi.-

EWA OLBRYCH

Aktualnie online
· Gości online: 1

· Użytkowników online: 0

· Łącznie użytkowników: 22
· Najnowszy użytkownik: doterlepu1976
TPG - ORGANIZACYJNE
CELE TOWARZYSTWA
ZARZĄD
STATUT
DOKUMENTY TPG
KORESPONDENCJA
WYDARZENIA

GAZ ŁUPKOWY
WYSTAWY
KONKURSY
DOŻYNKI GMINNE
ZJAZDY ABSOLWENTÓW LO
WYDARZENIA 2005
WYDARZENIA 2006
WYDARZENIA 2007
WYDARZENIA 2008
WYDARZENIA 2009
WYDARZENIA 2011
WYDARZENIA 2014


 

GRABOWIEC
WZMIANKI HISTORYCZNE
JUBILEUSZE I ROCZNICE
IZBA PAMIĘCI
TWÓRCA LUDOWY
NOCLEGI
STOWRZYSZENIE ABSOLW. LO
GRABOWIEC Z LOTU PTAKA
SKOROWIDZE AKT METRYKALNYCH
ROZKŁAD JAZDY BUS..
RESTAURACJA 'AMELIA'

Z ARCHIWUM KLISZ FOTOGRAFICZNYCH

GMINA GRABOWIEC
MAPA GMINY
PLANY ROZWOJU GMINY
STRATEGIA ROZWOJU GMINY
W MEDIACH O GMINIE
PARAFIA GRABOWIEC
PARAFIA TUCZĘPY
WSPOMNIENIA
HONOROWY OBYWATEL
ZASŁUŻONY OBYWATEL
KOŁO PSZCZELARZY
CMENTARZE
REZERWATY I PARKI
FOTO-GALERIA
FOTOREPORTAŻ
LUDZIE Z PASJĄ
FOTKI TADEUSZA KĄKOLA

GRABOWIEC W INTERNECIE

WSPÓŁDZIAŁAMY

Wygenerowano w sekund: 0.01 trulib.blogspot.com